Duchowa MAMA i przytulenie OJCA

„Duchowa MAMA i przytulenie OJCA”

Moja ziemska mama jest bardzo dobrym człowiekiem. Nie zamieniłabym Jej na żadną inną! Jednak nie dlatego, że jest idealna, ale dlatego, że ją kocham i chcę Jej przebaczyć. Mama zawsze stawiała na pierwszym miejscu dzieci (starszego brata i mnie, później i młodszego). Dbała, abyśmy byli najedzeni, umyci i czysto ubrani, aby były dla nas pieniądze na wycieczki szkolne i inne nasze potrzeby. Starała się zrobić wszystko, by obronić nas przed tatą alkoholikiem, który często wszczynał w domu awantury. Moim bolesnym odkryciem jest to, że tak naprawdę nie czułam się przez nią kochana i nie miałam z nią relacji takiej, jakiej potrzebowałam. Nigdy nie była dla mnie wzorem kobiecości. Postrzegam Ją raczej jako kobietę zaniedbaną, męczennicę, siłaczkę…

Teraz mówię, że moja mama wyraża miłość „w kiełbasie” – ponieważ jestem warszawskim „słoikiem” zawsze chce mi napakować jedzenia na full i w ogóle nie żałuje mi nic materialnego, oddałaby mi chyba wszystko, czasem też (choć z trudem) mówi mi, że mnie kocha – a ja uczę się przyjmować ją taką jaka jest.

Tata natomiast… Jego życie i naszą rodzinę zniszczył alkohol. Tata był pijany bardzo często. Bił nas, wyzywał, poniżał… znęcał się nad nami wszystkimi. Mnie traktował z jednej strony jak swojego syneczka – organizował dla mnie i starszego brata zabawy sportowe (sprawnościowe, wytrzymałościowe), w których wypadałam lepiej niż brat – tutaj mnie dowartościowywał, a z brata się wyśmiewał. Z drugiej strony w jego oczach byłam jak rosnący obiekt seksualny. Wielokrotnie, od najmłodszych lat słyszałam, jak powtarzał, że będę miała „nogi do samej dupy i cycki aż do pasa”, że będę „laska”, „szprycha”, że „chłopaki będą szczać po nogach na mój widok”. Później, już w szkole średniej pojawiły się epitety:” kurwa”, „szmata”… i pytanie „ilu miałaś w sobie?” …On mnie tym zniszczył… Zawsze się go bałam, a przez to co zrobił zaszczepił we mnie lęk do wszystkich mężczyzn.

Teraz mój tata już nie żyje, powiesił się prawie 3 lata temu. A ja Go kocham, chcę Mu przebaczyć i modlę się, by Bóg Miłosierny przyjął Go do swojego Królestwa.

Wracając do wspomnień z dzieciństwa… Przez długi czas myślałam, że jestem adoptowana. Zawsze czułam się mniej ważna od mojego brata i taty. Całe życie myślałam, że chłopaki mają lepiej. I w sumie sama chciałam być chłopcem. Nigdy nie bawiłam się lalkami. Moim światem były drzewa i dachy, po których skakałam ze starszym bratem i Jego kolegami, samochody – resorówki, klocki, patyki, boisko i piłka nożna, w zimie hokej. Do tego mama obcinała mi włosy
na krótko, a ubierana byłam w spodnie i bluzy po bracie. Trudno mi o tym mówić, ale… w domu rodzinnym nigdy nie zostałam przyjęta jako dziewczynka.

Przez długie lata nie wiedziałam kim jestem…, czułam, że nie pasuję do tego świata… rano budziłam się i nie wiedziałam po co wstawać z łóżka. Kiedy miałam 17 lat chciałam popełnić samobójstwo… Rok później zwerbalizowałam to, co w sobie czułam już od dawna – mam skłonności homoseksualne… Kolejne lata mojego życia to miotanie się w samotności, lęk przed ludźmi, chore relacje z kobietami i nienawiść do mężczyzn, aż w końcu… szukanie Boga i sensu w moim życiu.

Do Strumieni trafiłam po około 12 latach pracy nad sobą (mam na myśli terapię indywidualną, terapię DDA, kierownictwo duchowe, różne warsztaty i rekolekcje). Przychodząc tutaj nie wiedziałam czego się spodziewać, ale czułam, że już nie mam siły. Poznałam historię Andrew Comiskey i pomyślałam, że te Strumienie to dla mnie ostatnia deska ratunku…

Już wiem, że przejście tego programu to dla mnie ogromna łaska i to czego doświadczyłam poprzez udział w Strumieniach jest dla mnie bardzo ważne. Dotknęłam tutaj najgłębszych zranień zadanych mi przez rodziców. Poprzez modlitwę odważyłam się na pewnego rodzaju wymianę. Tak jak potrafiłam, na ile byłam gotowa oddałam Miłosiernemu Bogu moje rany, ból i cierpienie mojej poplątanej historii życia. W zamian dostałam Miłość…

Pierwszy cud tych rekolekcji to moja nowa mama – duchowa mama. Kobieta, która była liderką w mojej grupie, do końca nie wiem kiedy i jak… stała się dla mnie kimś bliskim i ważnym. Jest dla mnie ogromnym darem, prezentem z nieba, odpowiedzią na najgłębsze pragnienia mojego serca, bo zawsze potrzebowałam w życiu takiej kobiety. Jest dla mnie wzorem kobiecości. Jest kobietą, za którą tęsknię inaczej, niż tęskniłam za kobietami do tej pory. Jest tą, dzięki, której widzę jak bardzo potrzebuję mamy i identyfikacji z własną płcią. Jest tą, przez którą Bóg – Matka dotarł do mnie ze swoją matczyną miłością, akceptacją i uznaniem. Ta kobieta na mojej drodze, to naprawdę cud!

To moja duchowa mama.

Wspomniałam wcześniej, że nigdy nie bawiłam się lalkami. Co więcej – nie lubiłam lalek i zupełnie negowałam ich przydatność do czegokolwiek, a kiedy ktoś z rodziny w dzieciństwie chciał podarować mi lalkę nie przyjmowałam takiego prezentu. Poruszyłam ten temat podczas dzielenia w grupie i wspomniałam, że zbliżają się moje 32 urodziny. Następnego dnia moja duchowa mama zrobiła mi ogromną niespodziankę – dostałam od niej lalkę na urodziny J i byłam w totalnym szoku, bo pierwszy raz w życiu ucieszyłam się z lalki! Mając 32 lata zachowywałam się jak mała dziewczynka! Przez cały dzień wszędzie chodziłam z tą lalką, usadzałam ją sobie na kolanach i mówiłam do niej… ja pierwszy raz w życiu byłam dziewczynką bawiącą się lalką!

Ale to nie był koniec niespodzianek. Pan Bóg przygotował dla mnie jeszcze więcej! Jednym z punktów programu było błogosławieństwo Ojca. Po błogosławieństwo poszłam do młodego kapłana. Jednak zanim do Niego podeszłam modliłam się prosząc Boga, aby dał mi te kapłańskie ramiona, przez które On sam chce mnie przytulić. Kiedy podchodziłam do tego księdza uśmiechał się do mnie i od razu przygarnął do siebie. Oczywiście trzymałam w ręku moją lalkę. Trwając w Jego objęciach powiedziałam do niego: „Dostałam dziś lalkę na 32 urodziny i jest to pierwsza lalka w moim życiu, z której się cieszę.”, Jego odpowiedzią był serdeczny śmiech, po chwili ciszy dodałam: „Czuję się teraz, jakbym naprawdę przyszła do taty i powiedziała mu, że dostałam lalkę.”,
w odpowiedzi znowu serdecznie się śmiał, a po chwili pomodlił się za mnie krótko i pobłogosławił mnie. Odeszłam od niego w radosnych podskokach. Zajęłam miejsce na krześle, zamknęłam oczy i… zaczęłam szlochać, bo uświadomiłam sobie co się przed chwilą wydarzyło. Ja doświadczyłam przytulenia Ojca – to były ramiona pełne miłości, akceptacji, szacunku, wsparcia, bezpieczeństwa, radości i uznania. Ogrom Bożej Miłości spłynął na mnie!!! To był kolejny cud!!! Ja w ramionach mężczyzny się nie bałam! Nie było w tym nawet cienia seksualnego podejścia do mnie, nie byłam przedmiotem do użycia. Czułam miłość taty, przygarnięcie mnie, przyjęcie, jakby przywitanie na tym świecie dziewczynki z lalką…

Po tych Strumieniach jestem pewna Bożej Miłości – On nie przestanie o mnie walczyć, On ze mnie nie zrezygnuje i zawsze będzie czekał z otwartymi ramionami, by mnie przytulić…
Szalona jest Miłość Boga do człowieka!…

Amen!

A.P.
kwiecień 2016 r.