Świadectwo Emilii

Na Strumienie Życia „trafiłam” w 2016 roku z ogromna jak się okazało rana odrzucenia. W 2012 roku zerwałam zaręczyny z chłopakiem i przeżycia z tym związane były główna przyczyna mojego zranienia. Całe moje życie chciałam mieć męża. Świadectwo wzoru życia mojej mamy oraz treści Pisma Świętego sprawiły że chciałam tworzyć z nim jedno. Przez cztery lata starałam się poradzić sobie sama z tym cierpieniem. Sama to znaczy ja i Jezus, bez osób trzecich. Odizolowałam się od ludzi. W rezultacie rana pogłębiała się jeszcze bardziej. Zły miał do mnie łatwy dostęp, bo poprzez cierpienie byłam o wiele słabsza. Często czułam się jak zraniona sarna złapana w sidła, która nie mogła się wydostać z pułapki, a przy tym ciągle się wyrywa i traci siły. W tym czasie byłam bardzo wrażliwa, a moje reakcje na słowa  czy wydarzenia były przewrażliwione i pogłębiały moja ranę . Byłam wyczerpana i to dosłownie. Do takiego stanu w znacznym stopniu przyczyniła się też moja praca zawodowa, w której panował  mobbing i codzienny wielki stres. Trudno  funkcjonować w takich warunkach. Każdy, kto miał podobne doświadczenia wie o czym piszę. W 2014 roku trafiłam do szpitala z zaawansowaną już cukrzycą i wyczerpanym organizmem.

Przez dwa lata uczestniczenia w Strumieniach Życia zauważyłam w sobie zmiany. Jezus stopniowo mnie uwalniał. Zawsze chciałam żeby zrobił to bardzo szybko, najlepiej od razu, bo nie chciałam się męczyć, a serce bardzo bolało…. Jezus robił to stopniowo. Pewnie gdyby zrobił to w jednej chwili to  bym tego nie wytrzymała. W maju bieżącego  roku zapisałam się na sesje Strumieni Życia w Zembrzycach. Był to dla mnie bardzo owocny czas. Nie ukrywam, był bardzo trudny, ale BARDZO owocny. Po pierwsze odkryłam, że noszę ranę odrzucenia z łona matki. Moja mama kiedyś mi powiedziała, że nie byłam planowanym dzieckiem i łącząc fakty po nitce do kłębka uznałam, że mam taką ranę. Ponadto wiem, że mama była w bardzo trudnej dla niej sytuacji w owym czasie i w pierwszej chwili mogła mnie nie chcieć, wyprzeć ze swego łona. Drugim bardzo ważnym dla mnie wydarzeniem było doświadczenie bliskości Jezusa. Pierwszy raz od dłuższego czasu, będąc osobą wierzącą od dziecka, poczułam i zrozumiałam, że Jezus naprawdę mnie zna. Że JEST. Podczas całego ostatniego okresu mojego życia to jest przez ostatnich 6 lat nikomu nie zwierzałam się z tego że jestem już wyczerpana, że już nie mogę, że już naprawdę nie mam sił i nie chce mi się nic, że tak właściwie codziennie walczę o to, aby żyć pełnią życia, a to mi się nie udaje. Może czasami coś mówiłam, ale to nie odzwierciedlało w pełni tego co czułam. Nie chciałam też się  do tego przyznać, ani ciągle o tym mówić bo kto to zrozumie, kto będzie w stanie ciągle tego słuchać, że jest mi źle, że ze mną jest źle, to takie narzekanie itp. a tu jest!!  On –  JEZUS,  On  wszystko wie, wie co się stało, wie jak się czuję, wie, że już leżę z wyczerpania, że już nie mam sił. Doświadczyłam że Jezus o mnie dba, że mnie kocha, że nie jestem sama i że Jezus wyszedł do mnie, że mnie odnalazł i przywrócił mi życie. To nowe życie wyraźnie przyszło do mnie.

Jezus działa, a ja staram się rozpoznać Jego wolę. Wierzę że wprowadzi mnie na właściwą drogę, wiem też że moja rana odrzucenia jest jeszcze bardzo wyraźna, ale z nadzieją czekam, aż Bóg całkowicie ją uleczy.